| 2009.08 - Spływ kajakowy Dobrzycą, Piławą i Gwdą |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||
| Sobota, 15 Sierpień 2009 00:00 | |||
|
Od dłuższego czasu moim celem na te wakacje był udział w spływie kajakowym. Podczas pobytu na Mazurach marzenie to nie zostało zrealizowane. Stawałem się coraz bardziej zdesperowany, za kilka dni urlop się skończy, potem lato też się skończy, a spływ kajakiem stanie się tylko niespełnionym wspomnieniem. Przeszukałem Internet i w końcu znalazłem. Szukałem bowiem spływu gdzieś na rzekach północnej Wielkopolski, a dokładniej w granicach byłego województwa pilskiego. W tym momencie każdemu mogę pomóc w realizacji swojego kajakowego marzenia, wystarczy wejść w zakładkę kontakt z nami i złożyć zapytanie. A oto informacje które ustaliłem z właścicielem podczas rozmowy telefonicznej: - Termin: każdy oprócz weekendów, te bowiem są zajęte od maja do października. - Z kim: no jak to z kim?- z dziką przyrodą sam na sam, lub z drugą osobą w kajaku. - Godzina: dowolna- najlepiej jednak płynie się za dnia, gdyż wtedy widać wystające kamienie, obalone drzewa, widać ten cudowny inny świat. - Gdzie: zaczynamy na Dobrzycy, potem Piławą i kończymy na Gwdzie. Trzy różne rzeki za jednym zamachem, to jest już coś - Jak długo: Na ile sił wystarczy - od 3 do 11 godzin Posiłki: Polecam Pstrąga oraz wszystko, co tylko będę umiał zrobić, wystarczy zamówić przed rozpoczęciem spływu. Cóż więcej nam trzeba- Rezerwacja i STARTUJEMY!!!
Jest piątek siódmego sierpnia. Przyjeżdżamy w umówione miejsce nad rzeką Dobrzycą. Na brzegu leży 40 może 50 kajaków. Możemy sobie wybrać dowolny model oraz kolor. Dodatkowo dostajemy kamizelki ratunkowe w maskującym kolorze moro, oraz wiosła. Panowie zanoszą nasz kajak nad rzekę Dobrzycę, wsadzają do wody i życzą połamania wioseł. Jak będziemy mieli dość, to mamy dopłynąć do stanicy i zadzwonić gdzie jesteśmy. Zaplanowaliśmy, że wybieramy trasę 5 godzinną i płyniemy aż do Piły, do Mostu koło Baru Bieszczadzkiego.
Wystartowaliśmy w samo południe, gdzieś z radia słychać było Hejnał Mariacki z Krakowa. Panowie z obsługi powiedzieli nam, że jak się postaramy to raczej nie powinno być wywrotki, chociaż rzeka zapewne pokaże nam swoje oblicza. Początkowo jej wody płyną dość leniwie, przed nami zakręt, a za zakrętem ponowny zakręt i zawsze ciekawi nas, co będzie za tym następnym zakrętem, potem za kolejnym itd. Rzeka w pewnym momencie się wypłyca, dno jest kamieniste, a nurt dość szybki, niczym górski.
No to zaczęło się, koniec robienia fotek, zdążyłem schować aparat, chwycić za wiosło… ale już za późno, kajak obróciło i zepchnęło na leżące drzewa. Czym prędzej wyskakuję aby go obrócić i odepchnąć. Nawet zimna woda, której mam do pasa nie robi na mnie większego wrażenia. Jeszcze chwila nieuwagi i pewnie zalało by go wodą. Kilkanaście sekund walki z nurtem rzeki i płyniemy dalej. Ta lekcja dała mi do zrozumienia, że nigdy nie wiadomo, co kryje się za kolejnym zakrętem.
Tego typu sytuacji mamy jeszcze kilka, może i nawet kilkanaście. Są momenty, gdy nurt rzeki jest na tyle silny, że nie jesteśmy wstanie płynąć odpowiednim torem i wpadamy na przeszkodę. W przeważającej części rzeka ma do metra głębokości, w niektórych miejscach ma ponad 2 metry, a Gwda jest jeszcze głębsza.
Dość ciekawym przeżyciem są mosty pod którymi przepływamy.
Największym z nich jest ten kolejowy pod trasą Piła-Szczecinek. Ma kilkadziesiąt metrów wysokości, dwa przepusty. Zanim jednak do niego dopłyniemy, mamy do pokonania przeszkodę- leżące w poprzek drzewo. Bierzemy je rozpędem i pełnym impetem wpływamy na przewężenie pod mostem, gdzie rzeka płynie jeszcze szybciej. Zaraz za mostem chcieliśmy dobić do brzegu, jednak nurt rzeki jest na tyle silny, że znosi nas na przeciwną stronę.
Wyskakuję z kajaka i cumuję go do brzegu. Idę pod most i tam przechodzę na drugą stronę,po czym wdrapuję się na jego szczyt. Przepiękne widoki na płynącą w dole wartko rzekę, robię kilka fotek i schodzę w dół. Przerwa zajmuje nam kilkanaście minut, a za sobą mamy zaledwie 1 godz. i 15 minut płynięcia Kawałek dalej czeka na nas kolejna przeszkoda, leżące drzewo w całości nad wodą. Najgorsze jest to, iż mamy dość szybki nurt rzeki, jednak udaje nam się bokiem dopłynąć do pnia drzewa no i nabrać nieco wody do kajaka. Wchodzimy na pień i ręcznie przekładamy nasz kajak. Tego typu atrakcje są normalnością. Jedną z ciekawszych przeszkód jest olbrzymi kamień, znajdujący się po środku nurtu rzeki i dylemat, z której strony go ominąć. Ze stanicy w Krępsku wypływa na rzekę jeden kajak.
Przez pewien czas nie dajemy za wygraną, nie dajemy się wyprzedzić i wiosłujemy, nie zważając na leżące drzewa, które pokonujemy z prędkością światła. Niestety straciliśmy tu sporo energii, której następnie zabrakło nam na Zalewie Gwdy, koło Elektrowni Wodnej, oraz później na bardzo wolno płynącej Gwdzie. Tutaj załoga kajaka nas wyprzedza i po chwili znika za zakrętami. Podczas Spływu Dobrzycą, Piławą i następnie Gwdą mamy możliwość obserwować liczne gatunki ptaków, ryb oraz owadów. Te ostatnie wzbudzają w nas największy zachwyt, bowiem sporo z nich widzimy pierwszy raz. W okolicach miejscowości Dobrzyca mijamy grupę kajakarzy, którzy przypłynęli tutaj aż ze Szwecji i nie zdawali sobie sprawy, że powinni byli zatrzymać się około 2 km wcześniej.
Nasza przygoda w kajaku trwała dokładnie 5 godzin i kosztowała 8 zł/h na osobę. Teraz już pora na regenerujący lokalny posiłek, a więc Pstrąga w sosie własnym- pamiętajmy jednak, że trzeba go wcześniej zamówić. Przemysław Lipiecki Dodaj swój komentarz
|
|||
| Zmieniony ( Wtorek, 12 Styczeń 2010 00:04 ) |


