| 2008.05 - Śnieżka w 3 godziny |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||
| Niedziela, 10 Styczeń 2010 16:45 | |||
|
W życiu najważniejszy jest cel, który chcemy osiągnąć mówi Przemysław Lipiecki. Moim celem w długi weekend majowy 2008 było zdobyć najwyższy szczyt Karkonoszy. Śnieżka (1603 m.n.p.m.) bo o niej mowa, nękana jest bardzo często przez huraganowe wiatry i zamglona jest przez ponad 300 dni w roku.
Średnia roczna temperatura na Śnieżce nieznacznie przekracza 0°C. Miałem to szczęście, iż będąc w Karpaczu trafiłem na dzień kiedy była idealna, wprost bajecznie wymarzona widoczność. Program dnia nie pozwalał mi wyjść z rana. Jednak pogoda o dziwo czekała na mnie przez cały dzień. Kilkanaście minut przed godziną 16 zostałem zapytany czy jestem wgodziny 19. Odparłem, że oczywiście- spokojnie dam rade- i tyle mnie widzieli... stanie wrócić do Ku mojemu zdziwieniu o wyjście zapytał mnie Sławomir Skowroński oraz Tomasz Marciniak. Oczywiście zgodziłem się i wyruszyliśmy w trójkę. Kilka minut po 16 byliśmy przy kolejce linowej na Wielką Kopę, która ma 871 m.n.p.m. Bilet w 1 stronę kosztuje 19 złotych, a w 2 strony 22 złote. Turyści schodzący z góry mówili nam, że jest bardzo dużo śniegu, i że wieje zimny wiatr i nie damy rady wejść i zejść w tak krótkim czasie. Kolejka do góry jedzie 17 minut, a o 16:30 jest ostatni zjazd- wiec będą mieli Państwo u góry jakieś 5 minut- poinformowała nas Pani w Kasie. Nastąpiła chwila niepewności i kupiliśmy bilety w dwie strony- co oczywiście nie było zgodne z moimi założeniami, z moim celem... ja chcę na Śnieżkę !!!
Jadę ku górze wyciągiem po to, aby zdobyć Śnieżkę w 3 godziny. Śnieżka tłumnie odwiedzana jest w lecie, w okresie zimowym bardzo często staje się pustelnią, kiedy to z uwagi na warunki atmosferyczne jest górą nie do zdobycia. Po drodze mijamy zjeżdżających turystów- jedni mówią, że wieje zimny wiatr, inni natomiast, że jest super pogoda. Krótko mówiąc najlepiej przekonać się na własnej skórze. Tomek Marciniak mi mówi, że nie idzie ze mną tylko zaraz będzie zjeżdżał, Sławek Skowroński oczywiście go popiera, a ja ciągle przy swojej Śnieżce. 17 minut jazdy kolejka ku górze zleciało bardzo szybko. Wjechaliśmy na Wielką Kopę- kilka pamiątkowych fotek… ostatnia kolejka zjeżdża w dół… a my we trójkę idziemy na Śnieżkę
Mamy jeszcze 150 minut czasu, oraz przepiękny biały zimowy krajobraz, oraz cudowny szczyt Śnieżki oświetlony popołudniowymi promieniami Słońca. Przed nami jeszcze ponad 700 metrów przewyższenia. Mamy dobre tempo i pniemy się ku górze. Śnieg jest bardzo miękki oraz mokry i dość ciężko nam się idzie.
Musimy iść czarnym szlakiem i wspomagać się łańcuchami bowiem pozostałe niby lżejsze szlaki ze względu na lawiny oraz oblodzenie zostały zamknięte. Kilkadziesiąt metrów przed szczytem Sławek z Tomkiem mają już dość, i chcą wracać- mówią, że nie dadzą rady.
Jestem kawałek przed nimi i wspieram ich, że mam szczyt w zasięgu ręki. Że nasz cel jest do osiągnięcia i nie wolno poddawać się tuż przed końcem. To dodało im energii i weszliśmy na Śnieżką- gdzie wypiliśmy energetyczną herbatkę z prądem.
Chwila odpoczynku i 18 na zegarze, a więc 2 godziny wędrówki za nami. Kilka spojrzeń na Karpacz,
na Czechy... przy tak cudownej widoczności górskie krajobrazy na długo pozostaną w pamięci. Wymiana zdań z turystami i ruszamy w dół. Mamy na to godzinę…
Śmiejemy się do siebie, że cel został zrealizowany teraz tylko zmieścić się w czasie. Po niecałych 40 minutach jesteśmy na Wielkiej Kopie, z której wzdłuż wyciągu zbiegamy w śniegu po kolana do dolnej stacji kolejki.
Wybiła 19, a więc Trasa z Karpacza na Śnieżkę i z powrotem została pokonana w 3 godziny. Znajomi, z którymi byliśmy na szkoleniu nie wierzyli nam, że zdołaliśmy w tak krótkim czasie wejść i zejść. Niemożliwe stało się możliwe, czego dowodem były i są nasze zdjęcia. Tym samym potwierdza się moje życiowe motto: "Do odważnych Świat należy". Przemysław Lipiecki Dodaj swój komentarz
|
|||
| Zmieniony ( Niedziela, 10 Styczeń 2010 16:45 ) |


