| 2009.04 Góry Sowie – ze schr. PTTK Zygmuntówka na Kalenicę |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||
| Środa, 08 Kwiecień 2009 00:00 | |||
|
Rok temu powstał nowy projekt turystyczno-krajoznawczy, czyli właśnie tututam.pl Najpierw byli Zdobywcy, potem Siła Marzeń, aż wreszcie tututam. Postanowiliśmy spotykać się w każdy pierwszy weekend kwietnia, czyli w rocznicę zawiązania projektu, wtedy kiedy budzi się wiosna i sezon górski czas zaczynać. Tak jak w zeszłym roku, tak i w tym spotkaliśmy się w Górach Sowich i wiele wskazuje na to, że i w przyszłym znowu spotkamy się w tej części kraju, pozostało jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia. Plecaki zrzucamy w Zygmuntówce, schronisku PTTK, które lata świetności dawno ma już za sobą, ale za to ma obecnie miłych i kontaktowych gospodarzy, takich za dawnych lat. Na życzenie na śniadanie zjawiają się naleśniki z jagodami (mniam, mniam, z prawdziwych górskich jagód zamrożonych w poprzednim sezonie)
Wkoło schroniska wszędobylskie kozy, które skupią nie tylko trawkę korę ale i wszystko co zjawia się na talerzach, ławeczkach, stołach i co jako tako jest jadalne.
Aż dziw, że uchowały się tu przebiśniegi, pewnie są trujące
Po schroniskowej grochówce i tuż po dostawie piwa (niełatwe to zadanie, z Przełęczy Jugowskiej, właśnie tam zostawiliśmy samochody, piwo dociera, podobnie do całej masy innych produktów, na sankach) ruszamy w końcu góry. Andrzej robi większość zdjęć.
Aparat, dzięki nieprawdopodobnej przejrzystości powietrza, spisał się bez zarzutu, czego nie mógł powiedzieć o butach, na które wciąż narzekał. Ale cóż, w letnich butach, czasem po kolana w śniegu... efekt łatwy do przewidzenia. Idziemy szlakiem czerwonym, przez Rymarz, na Kalenicę – cel wędrówki.
Momentami zapadamy się w śniegu. Powyżej 600 m n.p.m. śniegu jest naprawdę sporo, powyżej 800 m n.p.m. jest dobry metr. Ławeczki i stoły ledwo spod niego wyglądają. Tak jest już na Zimnej Polanie.
Im dalej w las tym śniegu więcej.
Mniej więcej po dwóch godzinach jesteśmy na Kalenicy, która stanowi doskonały punkt widokowy, dzięki umieszczonej na jej szczycie metalowej wieży widokowej.
Z góry widać trochę stali
Widać też Pszczołę
ale ku naszej uciesze widać też: na południowy zachód wzgórza i góry aż po Karkonosze
Nieco na zachód nasz zeszłoroczny cel, czyli Wielką Sowę wraz z posadowioną na jej szczycie kamienną wieżą
Widać też Góry Izerskie z wyniosłym Stogiem Izerskim
Bielawa, z za nią Dzierżoniów są na wyciągnięcie ręki
To co nieco nas zaskoczyło to widoczna z tej odległości Ślęża i Radunia, naprawdę musi być czyste, przejrzyste powietrze, bez pary wodnej by Masyw Ślęży oglądać z Gór Sowich.
Wracamy do Zygmuntówki, znowu śnieg i śmiech…
Nieco niżej świat znowu ożywa, mrówki biegają jak w środku lata
Do schroniska kierujemy się najkrótszą, rowerową drogą, niektórym chlupocze woda w butach, co nie jest najprzyjemniejsze w spacerze po głębokim, mokrym śniegu. Gdy dochodzimy do nartostrady na Rymarzu (Uwaga! Wyciąg chodzi, a narciarze oddają się swej pasji w krótkich spodenkach, czasem nawet bez koszulek) Zygmuntówka jest już w zasięgu wzroku
Pod schroniskiem znowu swojsko. Kozy, koty i pies, brakuje tylko beczułki z rumem.
Nieco poniżej schroniska, tuż przy Bukowej Chacie zaczyna się właśnie orczyk na Rymarza
Wieczorem, przy piwie gaworzymy wspólnie z gospodarzem schroniska, kilkoma okolicznymi mieszkańcami, wpisujemy się do księgi pamiątkowej, z apetytem wcinamy leczo, a potem… niestety przez pół nocy wsłuchujemy się w chrapanie Andrzeja. Łóżko (piętrowe) drży, oby zaczęło już świtać. Odziwo pszczoła wypił coś z swojej piersiówki tututam i rano obudził się jak nowo narodzony nic nie wiedząc o całonocnym koncercie Andrzeja chrapacza. Przemek Pajcz
Dodaj swój komentarz
|
|||
| Zmieniony ( Sobota, 16 Styczeń 2010 10:45 ) |


















