| 2009.02 - Beskid Śląski i Żywiecki |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||
| Piątek, 13 Luty 2009 00:00 | |||
|
Ferie zimowe, zatem czas w góry. Wyjeżdżamy w Beskidy. Celem pierwszej wycieczki jest Góra Żar w Międzybrodziu Żywieckim. Latem służy lotniarzom, jest na niej sztuczny tor saneczkowy, oraz przeniesione z Gubałówki wagoniki kolejki linowo-szynowej, którymi szybko możemy wjechać na jej szczyt. Zimą oczywiście staje się królestwem narciarzy. Śniegu nie brakuje, jest go ze 2 metry – od kilku dni pada bez przerwy…i tak będzie przez cały najbliższy tydzień.
Kolejnego dnia wjeżdżamy kolejką gondolową na szczyt Szyndzielni. Na parkingu w Bielsku-Białej pusto, pusto na szlaku dojściowym i pusto na dolnej stacji kolejki. Zabieramy narty i sanki. To będzie bardzo długi dzień. Trochę pojeździłem na samej Szyndzielni ( przy schronisku jest niezbyt długi i niezbyt wymagający stok z wyciągiem talerzykowym). W potężnym, jakby kiepsko zaprojektowanym (wewnątrz) schronisku dają na szczęście dobrze zjeść.
Tu zostawiam narty, ruszamy dalej w białą krainę, która wygląda naprawdę bajkowo. Celem jest położone około 3 kilometrów dalej schronisko na Klimczoku. Szlak jest jako tako przetarty.
![]()
Trasa, która latem zajęłaby mniej niż godzinę (nie ma praktycznie różnicy wzniesień, droga faluje to w dół to w górę) tym razem staje się dwukrotnie dłuższa, grzane piwo smakuje proporcjonalnie - dwa razy bardziej.
Wracamy z powrotem do schroniska PTTK na Szyndzielni i dalej w dół ( trochę na sankach, trochę na nartach, trochę na jabłuszkach pod pupą ) aż do schroniska na Dębowcu. Jest już późno, schronisko…zamknięte, ale po krótkiej rozmowie udaje się jeszcze napić ciepłej herbaty. To było długie, około 5 kilometrowe zejście, a mamy około kilometra na parking. Przy rodzinnym wyciągu narciarskim na Dębowcu, koło toru saneczkowego wielka frajda ze zjazdu na tym czym kto dysponuje (w pierwszą stronę mijaliśmy chłopaków zjeżdżających na torbach reklamowych). Jest już całkowicie ciemno, jesteśmy zmęczeni. Przy drodze do Szczyrku zatrzymujemy się w starym zajeździe Klimczok – po raz pierwszy w życiu udaje się zamówić barszcz biały (przygotowany na maślance), mniam mniam. Teraz chyba ze 2-3 dni będzie trochę bardziej rozrywkowo (czytaj przynudnawo), kawiarnie, restauracje, wyciągi w mieście.
Wspaniała zima ratuje sytuację, Szczyrk tonie w śniegu.
Czas spędzamy na spacerach, w knajpach i na nartach.
Zwykle aż do późnego popołudnia.
Na koniec jeszcze jedna wycieczka w góry. Ze Szczyrku-Biłej, momentami dość stromo w górę, docieramy do prywatnego schroniska Chaty Wuja Toma. To jedno z takich miejsc, gdzie turystyka kwalifikowana smakuje najbardziej, ze starym schroniskowym klimatem.
Do zobaczenia w górach, zapewne nie będziecie musieli długo czekać.
Przemek Pajcz
Dodaj swój komentarz
|


























