| 2009.02 - Z wizytą u hrabiego Harracha - Małgosia Bobińska |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| Niedziela, 17 Styczeń 2010 23:35 |
|
Jan Nepomucen hrabia Harrach - urodzony w Wiedniu, właściciel ziemski, polityk, mecenas sztuki, dbał o rozwój swoich dóbr w Karkonoszach. Znał się dobrze na gospodarce leśnej, wspierał także początki turystyki na tych terenach - stworzył ścieżki turystyczne prowadzące w góry, na szlakach budował schroniska. Dla swoich leśników w 1892 r przywiózł jako pierwszy w Czechach narty, dwie pary: jedną z Norwegii, drugą z Wiednia. Polecił także na ich wzór wykonać kolejne, rozpoczynając tym samym erę narciarstwa. Później miejscowi rzemieślnicy sami nauczyli się robić narty . Mnie jednak zainteresował nie tyle hrabia, co sam Harrachov i Čertová Hora (Czarcia Góra). Wybór Harrachova na zimowy odpoczynek nie jest przypadkowy, położenie na wysokości 680 m.n.p.m. sprawia, że warunki klimatyczne czynią z niego doskonały ośrodek sportów zimowych. Starzy mieszkańcy twierdzą, że w Harrachovie przez połowę roku jest chłodno, a przez drugą zimno. Oto właśnie nam chodzi! W Polsce zimę widać tylko w kalendarzu. Przemierzając kraj z północy na południe, temperatura dodatnia, słońce razi przez szyby samochodu, raczej wiosennie niż zimowo! Dopiero okolice Szklarskiej Poręby przypominają nam o zimie. Śniegu jednak niewiele, na pewno nie tyle, by oddać się białemu szaleństwu. Dobrze jednak wiemy, że gdy wjedziemy do Harrachova będzie inaczej. Znamy już te tereny i Čertová Hora jeszcze nie zawiodła! Już w okolicach Jakuszyc jest biało, parkingi pełne, to bowiem raj dla narciarzy biegowych. Docieramy do celu - jest Harrachov zasypany śniegiem!!! Podjeżdżamy pod hotel, wypakowujemy bagaże, kwaterujemy się, patrzymy na zegarek - dochodzi 14- ta, z walizek pospiesznie wyciągamy ubrania narciarskie, jak się uda to jeszcze pojeździmy na nartach, wyciąg ostatni raz wjeżdża na górę o 16-tej. Około 14.30 jesteśmy przy dolnej stacji wyciągu. 80 koron kosztuje jeden wjazd, takie bilety mamy zamiar kupić, by zrobić sobie rekonesans po stoku. Nadarza się jednak okazja odkupienia biletów od zmęczonych rodaków. Mamy dwa bilety ważne do 16-tej. Na górze cudownie!
Nartostrada, mimo późnej pory całkiem dobrze przygotowana, jedzie się wspaniale! Zaliczyliśmy trzy zjazdy, każdy o długości 2200 km. Głodni wracamy do hotelu, ostatni posiłek jedliśmy rano w Polsce. Tu czeka nas niespodzianka...nie możemy otworzyć pokoju! Od obsługi hotelowej słyszymy "zamek zapadł"! Przychodzą różni ludzie - z kluczami, wytrychami, wiertarkami... mija czas. Próbujemy się dogadać, w końcu od ślusarza, który ma żonę Polkę słyszymy " taka robota, to je tu co tydzień, ale to je niewiadoma"! Siedzimy w pokoju zastępczym, zanosi się na dłuższe czekanie. Mamy dość wrażeń jak na dzień przyjazdu Parking strzeżony, płatny i około godziny 10.00-10.30 przeważnie już cały pełny. Z reguły nie ma kolejek do wyciągu, no chyba, że jest weekend. ![]() Czteroosobowy wyciąg krzesełkowy w parę minut wywozi nas na szczyt Čertovej hory. ![]() W tym roku do każdego zakupionego karnetu gratis kawa, herbata lub czekolada na gorąco. My codziennie pijemy gorącą czekoladę z dużą porcją bitej śmietany, pycha! Dużo kalorii, wiem! Te jednak skutecznie tracimy na nartostradzie. Pogodę mamy zmienną. Ostatni słoneczny i piękny widokowo dzień, to poniedziałek. ![]() Już wieczorem zaczął padać śnieg i taka pogoda utrzymała się do końca naszego pobytu. ![]() Z jednej strony fajnie, taka prawdziwa śnieżna zima, jazda po świeżym puchu. Z drugiej strony nie zawsze na stoku przyjemnie, mała widoczność, jazda więc " na wyczucie", śnieg oklejający gogle i mroźny wiatr, który nie był zbyt łaskawy szczególnie na otwartych przestrzeniach. My jednak nie opuściliśmy ani jednego dnia jazdy. W końcu zima nie trwa wiecznie! Do hotelu wracaliśmy z czerwonymi od mrozu buziami, zmęczeni, ale zadowoleni, bo mamy to po co przyjechaliśmy - śnieżną zimę i codzienną jazdę! Po nartach czasami relaksowaliśmy się w saunie. Wieczorem dogadzaliśmy sobie kulinarnie. Czeska kuchnia przypadła nam do gustu. Jednego dnia wygospodarowaliśmy trochę czasu na spacer po Harrachovie. ![]() ![]() Zajrzeliśmy m.in. do sklepu firmowego tutejszej fabryki szkła i porcelany. Wyroby przecudne, szkło - różne fasony, delikatne zdobienia, a porcelana ręcznie malowana, prawdziwe cacka! Tuż obok muzeum szkła z historyczną kolekcją wyrobów szklanych tutejszej huty. Zwiedzanie można połączyć z oglądaniem procesu produkcyjnego. Obok browar powtórnie otwarty na początku 2002, gdzie odbywa się degustacja piwa. ![]() Harrachov, to miejsce gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Dla narciarzy trasy zjazdowe i biegowe, dla uczących się jeździć "ośle" łączki, wypożyczalnie sprzętu narciarskiego, snowboardu, pełen skiserwis. Gastronomia dobrze rozwinięta, a miejsca noclegowe w pensjonatach i hotelach na 6 tys. osób. Sklepy dobrze zaopatrzone, ceny porównywalne z polskimi. Pamiątki i bibeloty jak wszędzie, można kupić coś regionalnego. No i jeszcze jedno... zimą jest zima!!! Małgosia Bobińska Dodaj swój komentarz |










